07.12.2016

Świąteczne dekoracje do domu

Wpadłam na głupi pomysł i wyrwałam sobie ósemki. Niestety okazało się, że to nie pójdzie tak łatwo i mam przeciętą kość, więc nie dość, że przez dwa miesiące mam dietę półpłynną to jeszcze jestem spuchnięta oraz nie do życia. A miałam zrobić więcej świątecznych ozdób i dokończyć biżuterię. :c Najśmieszniejsze, że czekają mnie jeszcze trzy takie zabiegi, ale muszę to rozłożyć w czasie, bo nie przeżyję. :'D 

Żeby nie było tak marudno w niedzielę dokończyłam choinkę, a w poniedziałek udało mi się zrobić obrazki pomimo ataku migreny. Nie jest to szczyt artyzmu, ale jakoś milej mi się patrzy na nie, bo wiem, że zrobiłam je sama i że to całkiem nieźle jak na moje obecne umiejętności. :) Zdjęcia nie powalają, ale może dorzucę kilka jak antybiotyk zacznie działać. 




Pozdrawiam znad lodowego opatrunku i życzę miłego dnia! :D
Całuję :*

03.12.2016

Kot z gwiazdą betlejemską jako magnes

Coś powoli idzie mi branie się za robienie ozdób świątecznych, ale tak zawsze. Ważne, że udało mi się już posprzątać i wywietrzyć pościel oraz dokończyłam puzzle, więc mogę je przełożyć na coś i postawić. Mam tyle świetnych pomysłów na ozdoby praktycznie bez kosztów, ale zrobienie z tego DIY przerasta moje możliwości. :'D

Na kilka godzin przed zakończeniem wyzwania na MMH udało mi się ulepić magnes, który już magnesem nie jest, bo odpadł i chwilowo nie mam czym go wyczyścić oraz przykleić ponownie. Jeśli ten zwierz przypomina wam kota, a kwiat poinsecje to jestem szczęśliwa. Ogólnie z kotami mam problem, jednego udało mi się ulepić (tutaj) i nawet przypominał Sfinksa, ale kolejne jak do tej pory kończyły zgniecione. No nie mam do nich ręki, nic na to nie poradzę, ale ćwiczyć będę. C:




Coś dzisiaj składanie zdań wychodzi mi kulawo. Zjadłam opakowanie pianek, więc wracam do zbierania rzeczy na dekoracje. :)
Miłego dnia!
Całuję :*

01.12.2016

Mała ośmiorniczka do towarzystwa

(Nie dołować się pogodą) Jeśli wcześniej dni mijały mi szybko to teraz to jest formuła 1 bez trzymanki. Ledwo do pracy poszłam, a już święta zaraz. Miesiąc temu miałam zacząć malować i ćwiczyć, ale ciągle odkładałam to na jutro. Chciałam zacząć realizować już postanowienia noworoczne, bo czym prędzej tym lepiej, ale nie wyszło. Nawet od poniedziałku do piątku nie jest tak daleko, bo w pracy od szóstej, jak wrócę trzy godziny coś porobić i już spać.

Szykowałam na dzisiaj post z magnesem, który zrobiłam na wyzwanie MMH (dla ciekawych - beznadziejne foto tego magnesu jest na fanpage'u), ale pogoda uniemożliwiła mi zrobienie zdjęć, bo jest naprawdę tragicznie ciemno. Żeby było śmieszniej to w żadnej mojej lampce nie mam żarówek i wczorajsze lepienie odbywało się przy świetle zza pleców i latarce z telefonu, więc to co wyszło jest... Cóż, jakieś na pewno, bo i teraz nie najlepiej widać co zrobiłam. xD
Jakiś czas temu dostałam zamówienie na towarzystwo mojemu ulubionemu ośmiornicowatemu naszyjnikowi. Wersja mini jest stworzona do bransoletki na gumce (o tutaj sobie spójrzcie) i powiem wam, że jestem dumna, bo to serio jest totalne maleństwo i dziubałam się z tym mocno. :'D





Muszę wyjść w ten deszcz, bo herbata mi się skończyła. Pewnie na pocieszenie kupię sobie kebsa czy coś, żeby to nie był zmarnowany spacer. xD
W weekend nic nie zrobiłam, jedynie przerobiłam kilka zdjęć. Pewnie wam pokażę je, bo w końcu jestem "handmade and photography". :P
Miłego dnia!
Całuję :*

26.11.2016

Mulinowe bransoletki ombre

Przyjechałam do rodziców na weekend, żeby zabrać resztę rzeczy i wiecie co? Oczywiście mam wenę na tworzenie, ale dosłownie nic nie mam oprócz aparatu. Cóż, jakoś sobie poradzę, szkoda marnować tak dobry humor. Tym bardziej, że nie często zdarza mi się być w takim nastroju. xD Wczesne wstawanie i siedzenie w jednym miejscu nieco mnie wykańcza. Cieszę się, że chociaż rano muszę dojść ten niecały kilometr od przystanku, bo inaczej moja kondycja przestałaby istnieć. Nie żebym kiedykolwiek ją miała. :'D Niestety te spacery są za krótkie, żeby mi chęci do życia wróciły, ale się staram. Tym bardziej, że moje miejsce do tworzenia jest teraz bardzo fajne i szkoda byłoby to marnować. 

Ostatnio dostałam kilka zamówień. Jednym z nich było stworzenie kolejnych bransoletek do tej, która już była. Niebieska - była, reszta - tworzona na całkiem szybko. Bransoletki te były pilne, więc cieszę się ogromnie, że miałam akurat resztę muliny oraz jakiekolwiek końcówki. Brak pasmanterii na miejscu z półfabrykatami boli mocno. Czasem warto mieć jakiś zapas, chociaż nigdy nie wiadomo co się akurat przyda. :V Zdjęcia też robione na szybko, bo akurat wróciłam z pracy, było już ciemnawo, a paczki oddawałam już do wysłania.




Dzisiaj już lepiej u mnie z pisaniem, wiadomo, sprawka artystycznej weny. Och, gdybym tylko potrafiła utrzymać ten stan. :'D
Zwijam się przygotować do imprezowania, miłego dnia!
Całuję :*

23.11.2016

Róża na marmurze

Nie mówiłam wam jeszcze, że całkiem przeprowadziłam się do babci, konkretnie do pustego mieszkania po wujku. Mam miniaturowy kąt do tworzenia, zrobiony w kuchni, mam miejsce na wszystkie moje kartony. Ogólnie bardzo fajnie jest, tylko ciężko mi ogarnąć sprzątanie, bo jeden własny pokój nie jest ciężko posprzątać, ale cztery już jest hardkorowo. Jak zwykle nieogarniam też w jakiekolwiek planowanie co mam robić po pracy. Wcześniej jeszcze oglądałam "Merlina" i "The 100" na Netflixie, póki miałam go za darmo, ale teraz ta przyjemność się skończyła i spróbuję przeforsować sobie tworzenie czegokolwiek, bo mi głupio, że nic nie robię. :C Jeden mankament - muszę kończyć dzień o dwudziestej, żeby wyspać się na piątą. Nie wiem jak ludzie mogą całe życie wstawać o tak nieludzkich porach do pracy. Mózg mi imploduje. :V

Ostatni wrześniowy rzut - koniec w tym miesiącu z kwiatami. Zima idzie, trzeba się przygotować, bazie wypuszczają pączki... wait, what. Nieważne. Definitywnie jesienna róża, podobno takie kolory są modne, ja się nie znam, ale sądzę, że śliwkowy z szarym wyglądają elegancko. Miał to być kawałek marmuru na kamienne wyzwanie MMH, ale wyszło do trzech razy sztuka i to poszło w kąt. Ale uważam, że jak na moje ubogie ostatnio skille kwiat wygląda już lepiej. Muszę tylko zaopatrzyć się w rękawiczki, bo pilnowanie, żeby nie było odcisków palców to mordęga. :V




Pobrałam sobie aplikację z hiszpańskimi słówkami i gramatyką, ciekawe kiedy będę ogarniać poziom podstawowy tego języka. :'D W planach mam też jakiś skandynawski język, ale one wszystkie podobne do niemieckiego i już mną telepie w środeczku. :C 
Miłego dnia!
Całuję :*

19.11.2016

Zombie serce i steampunkowy żuk

Nie przyzwyczaiłam się jeszcze, że tak szybko się robi ciemno. Ciągle żyję latem, upałami i słońcem. Mimo to lubię jesień, mogę spokojnie bez wyrzutów sumienia ogladąć seriale i czytać książki, bo na dworze jest tak zimno, że nie chce się wychodzić. :'D Irytują mnie tylko świąteczne reklamy. Co za sens robić świąteczny nastrój praktycznie półtora miesiąca przed. Jak przychodzi co do czego to człowiek jest już znudzony i jedyne co chce to, żeby zniknęły te mikołaje, bombki i renifery z widoku.  :C

Ja nadal nie zrobiłam nic świątecznego, twardo trzymam się postanowień, że zacznę dopiero pierwszego grudnia. W sumie akurat skończą mi się wszystkie wersje robocze. :'D Za to dzisiaj mam trochę bardziej halloweenowe rzeczy, chociaż przy tworzeniu nie myślałam akurat o tym święcie. Oba były robione z myślą o wyzwaniach, ale zbyt słabo mi wyszły, abym je zgłosiła. Serce oficjalnie jest z kamienia, ale jak już je zrobiłam bardziej przypominało mi zombiaszcze, więc zrezygnowałam z wystawianiu go w MMH. Żuk był robiony na konkurs Royal Stone, ale wystarczy rzut oka by stwierdzić, że prezentował za niski poziom, żeby go tam wystawiać. Ani jedno, ani drugie nie mają żadnych haczyków czy dziur, więc prawdopodobnie przykleję im z tyłu magnesy albo po prostu wrzucę do pudełka zapomnienia, gdzie przechowuję wszystko co nieudane.  






Muszę znowu zacząć prowadzić zeszyt z pomysłami do zrealizowania, bo ostatnio wpadłam na kilka, które wydawały mi się fajne, ale zapomniałam co to miało być i jak na razie jestem w kropce. xD
Miłego dnia!
Całuję :*

16.11.2016

Modelinowy miks

Siedzę sobie kolejny dzień i przeglądam sklepy z meblami na necie. Przydałoby mi się coś w sumie ogarnąć u babci, bo śpię sobie kątem, biurka nie ma żadnego, bo swoje stare wywaliłam, wszystko leży na wierzchu, bo nie ma w co schować. Zbieranie na kursy robi się powoli drugim planem, a nawet i trzecim, bo aparat zaczyna niedomagać. :C Ale w sumie i tak zastanawiam się nadal czy chcę iść na to jubilerstwo, jakoś tak plan życia mi się rozsypał. No nic, może się jakoś zbiorę. 

Miałam taką rozgrzewkę, a raczej próbowałam nie zapomnieć jak się lepi z modeliny. Dziubłam parę takich głupot z kolorów, które i tak miałam rozgrzebane. Jak widać najbardziej spodobało mi się serce i pierniczek, ale jak tak teraz patrzę to i żołędzie nie są wcale takie złe. Przynajmniej nie zalałam ich liquidem. xD Bez extrudera robienie warkoczy to lekko toporna sprawa. Pierniczek wyszedł mi chudy jakby był z ciasta kruchego, ale bez proszku do pieczenia. Świnka i żółw to takie w sumie nie wiadomo co. 




Pomykam płakać nad cenami biurek i półek na kartony. 
Miłego dnia!
Całuję :*