W telegraficznym skrócie - Sylwester się udał. Złapałam lekarza w ostatniej chwili i do momentu wyjazdu byłam w stanie już normalnie funkcjonować. Impreza była genialna. :D Trochę żałuję, że nie mogliśmy zwiedzić Szczecina, ale pogoda była fatalna. Ten tydzień minął mi piorunem, praktycznie cały czas spałam. Nie wiem skąd mi się wzięło to zmęczenie, ale musi się skończyć, bo od poniedziałku do pracy. I znowu trzeba jakoś zaplanować życie. :V
Jedna praca na wyzwanie spaliła się w piecyku, nie wiem jakim cudem, ale trudno. Tę zrobiłam dosyć szybko, ale podoba mi się jej minimalizm. Zdjęcia już dosłownie na kolanie, bo chłopak czeka pod domem i zaraz zwijamy się nad wodę pospacerować. :)
Zgłaszam do art-piaskownicy na wyzwanie. :D
Miłego dnia i do następnego!
Całuję :*