7 lis 2015

Odpicuj mi bloga - program, który uratuje wam tyłki

Nie jestem pewna jak przeżyłam ten tydzień, ale dałam radę. Teraz tylko biorę się za książkę i dalsze nawlekanie koralików, bo jestem psychicznie skacowana. Nie mam jakiejś większej ochoty przesiadywać przed komputerem, za dużo uwagi to wymaga.



Teraz, żeby nie męczyć mózgu napiszę wam o bardzo fajnym, choć w wersji demo, programie do tworzenia szablonów. Nazywa się on Artisteer i można go pobrać z oficjalnej strony. Po zainstalowaniu wybieramy "przetestuj darmową wersję" i cieszymy się jak dzieci, że możemy zrobić co tylko chcemy. :D Niestety pracy nie można zapisać, więc trzeba zrobić wszystko jednym kopem. Za to ile jest możliwości! Odlot. :) Nieszczęśliwie jeszcze nie miałam chwili, żeby się z nim głębiej zapoznać, ale po pierwszej pół godzinie mordowania wyczaiłam, że całkiem spoko cuda można wytworzyć. Zachęcam, może wreszcie blogsfera będzie pełna dobrze wyglądających blogów. ;) Nie żebyście miały jakieś złe bardzo, ale ustalmy, zawsze może być lepiej. :D 
Miłego dnia!
Całuję ;*

4 lis 2015

Żółty smok

Chciałabym kichać na naukę, zaszyć się w lesie, słuchać muzyki i robić zdjęcia. Niestety wiem, że to kompletnie nie możliwe i muszę się spiąć porządnie. W końcu do przyszłego tygodnia wystawiają mi zagrożenia, a na początku grudnia mam koniec półrocza. Nauczyciele coraz bardziej dyszą mi nad karkiem i czekam tylko jak do domu będę wracać tylko na noc. Chociaż jeśli ma to zapewnić mi, że zdam zawodowe i maturę bez problemu to nie mam obiekcji. Tylko poproszę zgrzewkę energetyków i kilka litrów kawy. Bez tego nie jestem w stanie myśleć z rana i po piętnastej. :V 

Smoka stworzyłam na wyzwanie kufra, ale jak dłużej na niego popatrzyłam to postanowiłam zrobić nowego. Nie wygląda źle, ale uznałam, że nie wyszedł wystarczająco dobrze. Nie wiem co jeszcze o nim napisać. Rogi ma jak Diabolina, skrzydła półprzeźroczyste i pilnuje tygrysiego oka. :)



Idę wypić czekoladę i zagryźć coś. 
Miłego dnia!
Całuję :*

1 lis 2015

Pokrwawione móżdżki wkręcane w ucho

Ogólnie miałam bardzo fajny tydzień. Internet chodził jak ślimak po walium, więc moja obecność  w wirtualnym świecie ograniczała się do przeglądania fejsa, instagrama i okazyjnie, po wykazaniu kilogramów cierpliwości, snapchata. Laptop leżał samotnie, nietknięty praktycznie wcale. Z nauką byłam w kratkę, ale i tak się nie wysypiałam się. Żaden kreatywny pomysł mnie nie nawiedził i zresztą nadal nie nawiedza. Na wasze szczęście mam jeszcze kilka niepokazanych pierdół, ale na długo to niestarczy. :| Oficjalnie ustalam, że od dzisiaj posty będą się ukazywać co środę i sobotę. Klasa maturalna wymaga poświęcenia. :V Plus to, że naprawdę niewiele jestem w stanie zrobić w jedną sobotę, a tylko ją mam wolną. Uwierzcie, nawleczenie TOHO 11/0 zajmie mi pół życia, a drugie pół wyszydełkowanie tego jako bransoletki i na nic innego już nie mam czasu. :')

Mam nadzieję, że nie jesteście wrażliwcami i widok pokrwawionych mózgów was nie ruszy. Jeśli jednak to przepraszam, ale wydaję mi się, że odnalazłam sens mojego tworzenia. :') Mroczne i zakrwawione klimaty to bardziej ja. Chociaż uroczy lisek i kwiatki to też ja. Rozdwojenie jaźni? Ani trochę. :D To po prostu duża rozpiętość zainteresować. Tylko muszę to jakoś pogodzić. :3 



Niech mnie ktoś przeniesie w niebyt i pozwoli się wyspać. 
Miłego dnia!
Całuję ;*

31 paź 2015

Podsumowanie wyzwania rysowniczego

Przepraszam za tę przerwę, ogłaszałam ją na fp, więc mam nadzieję, że nikt się nie obawiał, że znikam na dłużej. :D Ogólnie to szybko organizacyjnie - zaraz wysyłam adresy do wymianki, nie martwcie się, nie zapomniałam. :) Mam nadzieję, że z przygotowaniem prezentów nie czekałyście jak podrzucę wam adresy. xD 
Miałam pokręcony tydzień i jestem delikatnie wykończona, ale dzisiaj nie mam siły o tym pisać, bo jeszcze muszę skoczyć do sklepu po coś do jedzenia i śpieszę się ze wszystkim. :V

Oczywiście wyzwania nie mogłam sobie odpuścić, nie ma takiej opcji. Październikowe tematy były wyjątkowo sympatyczne do tworzenia. Ogarnęłam też, że nie ma sensu robić jednego rysunku na jednej kartce skoro bez problemu mogę zmieścić dwa. :) Pod kocykiem to remake rysunku z tego posta, podpisany jako "buriting & leżing". :D Bukiet miał być dokładniejszy, ale popaćkałam akwarelami i mi się spodobało jak to wygląda. :3 Nie mam pojęcia o co mi chodziło, gdy napisałam "feel free" przy filiżance, ale nie gryzie się z rysunkiem, więc jest dobrze.







Jestem tak szalenie głodna, że chyba krakowskiej sobie kawałek utnę i zjem, a to zadziwiające, bo nie jadam kiełbas. :V Wpadnę jeszcze jutro i popiszę trochę o moich aktualnych planach, żebyście znowu nie byli zaskoczeni jak by mnie nie było. Cóż, powoli muszę przyzwyczajać się do myśli, że mam coraz mniej czasu. :X
Miłego dnia!
Szczęśliwego Ieroween! :3
Całuję ;*

23 paź 2015

Bransoletka beadingowa

Nie wiem co mam ze sobą zrobić, tyle rzeczy jest do dokończenia, nie wiem za co mam się zabrać najpierw. Nie znoszę weekendów. Przez cały tydzień praktycznie się byczę, nie licząc nauki, a wracam na weekend i nagle się okazuje, że jest milion pięćset rzeczy do przerobienia. Nie wiem co tu jeszcze robię. :V

To szybko, szybko - moja pierwsza gotowa bransoletka beadingowa. Też jest lekko sztywnawa, ale da się nosić. :) Bardzo przypadły mi do gustu te błyszczące koraliki, aż mam ochotę zrobić sobie włosy w identycznym kolorze jak one mają. :D Jutro jak wysupłam chwilę biorę się za kolejny sznur, tym razem z toho 11/o, bo to są 8/o. Wiadomo, na początek wzięłam coś łatwego do uchwycenia. :)



Nie wiem czemu, ale posty z serii książkowych nie zawijają mi się na widoku głównym. Płaczę hardo, ale grzebanie w html nic mi nie daje. :V Chyba muszę zmienić formułę budowy posta, oby to coś dało. :X 
Miłego wieczoru!
Całuję ;*

21 paź 2015

Kącik książkowy - "Akademia Wampirów" Richelle Mead

Zimno, zimno, zimno, spać. Tak mniej więcej wyglądają moje myśli od poniedziałku. Czasem wpadnie mi jeszcze myśl "zjadłabym coś słodkiego", ale nie mam kasy i czasu na takie zachcianki. Powinnam ostro zakuwać i to na trzech frontach - na prawko, do zawodowego i do matury, a co robię? Jestem tu, na blogu, czasem do analizatorni wpadam, ćwiczę cierpliwość niektórych ludzi na snapchacie, hektolitrami piję herbatę i do podręczników nie zaglądam. Jak będę płakać, że nie zdałam to tu mam wytłumaczenie czemu. :V Żałuję, że nie mam ze sobą chociażby szydełka i koralików, to bym sobie przynajmniej trochę kreatywniej spędzała czas. 

Jako że zdjęcia nowych tworów nie wyszły i już od dawna nieukulturalniałam was przybywam z kącikiem i od razu wspomnę, co zresztą widać po tytule, że na tapecie dzisiaj mam fantasy. :) 


"Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny.

W akademii imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi - moroje - uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce - dampiry - szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?"
Okładka książki Akademia Wampirów

Krótkie słówko o okładce - po lewej jest to wersja filmowa, wersja z prawej jest pierwszą, bardziej mi się podoba, lepszy klimat. Ale jak wszyscy wiemy okładka to nie wszystko, jak często można się przekonać trafiając na literackie breje opakowane jak diamenty. Nie mówię, że ta książka ma na odwrót, bo to byłoby za dużo powiedziane, ale to bardzo zgrabnie napisane fantasy. Pierwszy tom przeczytałam już dawno temu, ale z racji, że w bibliotece nie było dalszych to odpuściłam sobie czytanie. 
Jakiś czas temu okazało się, że nakręcili film na podstawię tej książki, a że reżyserem był koleś od "Mean Girl" nie mogłam nie obejrzeć. I wiecie? Ten film mnie ma. Dzięki soundtrackowi poznałam M.I.A., ale o tym może kiedyś indziej. 
Bardzo przypadły mi do gustu charaktery bohaterek w filmie, szczególnie Rose. I już przechodzę do meritum, to przez tę aktorkę wróciłam do książki, żeby przekonać się czy charaktery dziewczyn się pokrywają z książkową wersją. Byłam zaskoczona, że tak. I jeszcze bardziej zaskoczona byłam, że postacie są spójne, dokładnie przemyślane i to wcale nie jest to czego się spodziewałam po książce dla młodzieży. Po ponownym przeczytaniu pierwszego tomu zostałam praktycznie wciągnięta w historię o przygodach Rose i Wasylisy. Czułam ich emocje, wydarzenia intrygowały mnie i powodowały sprzeciw nie raz, ale w ogólnym rozrachunku jestem zadowolona, że przeczytałam tę książkę. Aktualnie czytam kontynuację, z już perspektywy innej osoby, z nową historią, ale nadal z Rose i Lissą w tle. Dalekim tle, ale Sydney z "Kronik krwii" jest również interesującą postacią. 
Krótko podsumowując - ta książka jest dla tych, którym nie przeszkadzają nadnaturalne istoty, lubią dużo akcji, trochę romansu oraz intrygujące i prawdziwe postacie. 

Miłego dnia!
Całuję ;*

19 paź 2015

Klucz do królestwa Driad

Jak zwykle nie ogarniam poniedziałku, ale jeszcze bardziej nie ogarniam gdzie mi uciekło pół października. Jestem w szoku. :O Zaraz okaże się, że mamy koniec roku, a ja ze wszystkim jestem w czarnej rzyci. Przydałoby mi się, żeby ktoś dał mi w twarz i obudził. :V Serio, ciągle odkładam rzeczy na potem, a potem nic, bo wszystko zwala się na raz i poddaję się. I wychodzi jak wychodzi. Tu wpadła jedynka, tu niedokończony projekt, tu coś jeszcze... Podłączę sobie dożylnie kofeinę i taurynę, i przestanę sypiać. Tak, to jest słaby plan, ale lepszy niż nic. xD

Miałam w niedzielę jakiś przypływ weny i postanowiłam pobawić się w wyzwaniu w Kreatywnym Kufrze. Tematem jest szkło i to szkło jest, nawet jakby podwójnie, bo i duże oczko, i to mniejsze. Recykling również tu się kłania, bo duże jest szkiełkiem od zepsutej lupy. Złośliwie upaprało się liquidem, ale mam nadzieję, że uda mi się to doczyścić. Ogólnie wracając do tego przypływu weny miałam taki błysk myśli - klucz stylizowany na drzewo. Wyszło mniej więcej jak chciałam, można uznać te kawałki po bokach za gałęzie, pień to to co otacza szkło powiększające i taki zielony akcent, a' la listki. Znalezienie czegoś co można by podciągnąć do upcyklingu nie trwało długo, doskonale pamiętałam zabawkę z Kinder Niespodzianki - lupę żółwia. Od dawna przymierzałam się do wyrzucenia jej, ale na szczęście jestem sentymentalna i tak powstał klucz do królestwa Driad. (Dla niezorientowanych w mitologii - były to nimfy drzew.) Kojarzy się czy spitoliłam robotę? 






Jakoś tak szurło mi weną, że mam ochotę napisać opowiadanie o tym królestwie Driad i o tym jak w praktyce wyglądało użycie tego klucza. :V Ale czasu na takie ciekawe rzeczy brak. Może w weekend. :3
Miłego dnia!
Całuję ;*