19 mar 2016

Pomidor na szyję

Trzeci tydzień męczę ukulele i idzie mi niewiele lepiej niż w pierwszych dniach. Nie gram dziennie ile bym chciała, ale zwyczajnie to aktualnie awykonalne. Może do wakacji ogarnę kilka piosenek, żeby przejechać się czasem do lasu czy jak będę z kumpelą jeździć i pograć trochę. Mam już plan, że jak nazbieram pieniądze na porządną gitarę to się przerzucam. Ukulele jest sympatyczne, ale uważam, że gitara to poziom wyżej i na ten poziom chcę wejść. :3 A wy gracie na czymś czy tak jak ja kiedyś - wyłącznie na nerwach? xD

Tak mnie wczorajsze inspiracje przycisnęły, że dzisiaj postanowiłam dać pomidorka. Przy poście o spaleńcach wspominałam o drugiej rzeczy, która w drugim rzucie się nie uszkodziła i oto ona - pomidor. :D On i aloes dzielnie znieśli za wysoką temperaturę, chociaż nie bez poświęcenia. Żeby pomidorkowi nie było smutno na łańcuszku to dorzuciłam mu dwa fasetowane koraliki. :)




Rączo wracam do swoich zajęć. 
Miłego dnia!
Całuję ;*