12 mar 2016

Spaleńce jako przestroga

Strzelam wam fochem z przytupem. Naprawdę nie wiem gdzie się podzialiście. Chciałam zrobić posty trzy raz w tygodniu, ale jak was nie ma to w sumie po co. :V Doprawdy, jestem atencyjnym chomikiem i jak tak paskudnie się olewa coś co uważam za mój naprawdę duży wyczyn to mam wrażenie jakbym dostała młotkiem w głowę. :C 

Może nie za karę, bo po prostu chciałam wam to pokazać co się dzieje z modeliną w lipnym piekarniku, w którym ciężko dobrać temperaturę. Oprócz sprawy podstawowej czyli spalonej modeliny to dochodzą trujące gazy wydobywające się z tego. Na szczęście mam postawiony piekarnik tuż obok okna i jak tylko zaczęło się dymić to je otworzyłam. 
Pierwsza porcja wygląda w porządku, nieprawdaż? A gucio. Królik był biały, koraliki i to coś wielkiego bezkształtnego było z transparentnej i pastelowo różowej modeliny. Lody były też różowe, polewa była czekoladowa, a ta linia przy "patyczku" to niezabarwiony liquid. Tak, liquid spala się najgorzej, bo na praktycznie czarny. :V 
Druga porcja w części się uratowała, bo to z niej pochodzi aloes i coś tam jeszcze, ale nie mogę sobie przypomnieć co. Tak to jak widać. Najbardziej oberwał ten twór, który miał być konikiem morskim. Spalił się praktycznie na amen. Koraliki oklapły i częścią stykającą też przypaliły się. A teraz hit - płaszczka była przeźroczysta. :'D Nie powiem, spalony kolor jest śliczny miodowy, ale nie o to chodziło. xD Jest tam jeszcze mała ośmiorniczka, która się jakby rozpuściła.  Dobrze, że za drugim razem nie zrobiłam czegoś co w domyśle miało być normalne.
Teraz będę robić trzecie podejście i normalną modelinę do zwykłego piekarnika, więc zwijam się. Chociaż nie do końca chce mi się, bo pogoda zrobiła ze mnie zombie. Dopiero o dwunastej podniosła się mgła, ale nadal jest strasznie ponuro. Robiłam zdjęcia biżuterii, ale chyba kupię sobie softboxa, bo no nie idzie nijak. :C






Dopoweruje się kawą i lecę cokolwiek zrobić. :V 
Miłego dnia!
Całuję ;*