Wieje, piździ jak diabli. Oby w piątek było ładnie. Chcę się w końcu opalić. ;)
Bransoletkę zrobiłam przed wyjazdem, więc muszelki są kupne. Swoje też już ma, teraz tylko je przewiercić jak wrócę.
Dobra, wracam do oglądania kabaretów, zżerania cukierków i drapania ugryzień po komarach. ;P
Dopiero od szesnastego lipca będą normalne posty.
Całuję ;*