Miałam na dzisiaj post biżuteryjny. Niestety okazało się, że wszystkie zdjęcia miałam na notebook'u, nie wysłane na picasse, a notebook pojechał wraz z tatą do Wrocławia. Chwilowo musicie przeżyć mój twór.
Koszulkę musiałam zrobić. Potrzebna mi była na przedstawienie na zakończenie zawodówek. Byłam zagadkową postacią, więc trzeba było coś wymyślić. Napis robiony węglem w ołówku. Jest strasznie niestaranny nawet jak na mnie, ale i tak po pierwszym praniu (mam nadzieję) zejdzie. Jak wrócę z praktyk zrobię coś bardziej ambitnego. Może namaluję coś? Whatever. Koszulka sama w sobie jest fajna, bo niebieska. :)

Całuję ;*