Wpadłam na głupi pomysł i wyrwałam sobie ósemki. Niestety okazało się, że to nie pójdzie tak łatwo i mam przeciętą kość, więc nie dość, że przez dwa miesiące mam dietę półpłynną to jeszcze jestem spuchnięta oraz nie do życia. A miałam zrobić więcej świątecznych ozdób i dokończyć biżuterię. :c Najśmieszniejsze, że czekają mnie jeszcze trzy takie zabiegi, ale muszę to rozłożyć w czasie, bo nie przeżyję. :'D
Żeby nie było tak marudno w niedzielę dokończyłam choinkę, a w poniedziałek udało mi się zrobić obrazki pomimo ataku migreny. Nie jest to szczyt artyzmu, ale jakoś milej mi się patrzy na nie, bo wiem, że zrobiłam je sama i że to całkiem nieźle jak na moje obecne umiejętności. :) Zdjęcia nie powalają, ale może dorzucę kilka jak antybiotyk zacznie działać.
Pozdrawiam znad lodowego opatrunku i życzę miłego dnia! :D
Całuję :*