No i mi się skończyły zdjęcia biżuterii. Nowych nie zrobię, bo jak wracam do domu już jest ciemno, a nie mam jak sobie doświetlić tła. :| Zima, a konkretnie grudzień jest najmniej lubianym przeze mnie miesiącem, jeśli chodzi o blogowanie. Zawsze jest coś nie tak jak trzeba. Tym razem padło na brak oświetlenia.
Dzisiaj zasadniczo Lilka miała wam się pokazać, ale biedactwo uszkodziło sobie kostkę na tomaszowskich, parszywych chodnikach. Wystarczy, że człowiek na moment nie skupi się na omijaniu dziur i "uskoków" i już zalicza się bolesną glebę. -.- Szanuję wszystkie laski, które śmigają po okolicy w obcasach. To jest normalnie igranie z życiem. Ja w swoich traperach nie daję rady poruszać się czasami zbyt pewnie. :O
Inspiracje w tym miesiącu przeładowane są śniegiem, którego za oknem u mnie ani widu ani słychu. I znów będą bezśnieżne święta i w dodatku z temperaturą na plusie. Jak to mówi moja pani od towaro "ŻE-NU-A". Tyle w temacie.











Nie powinnam mieć żadnych kieszonkowych. W tym tygodniu po przeliczeniu przehulałam tyle kasy, że spokojnie mogłabym zaprosić moją całą klasę na jakąś porządną wyżerkę. W sumie mogę powiedzieć, że po prostu posprawiałam sobie prezenty pod choinkę. Tyle, że dwa tygodnie za wcześnie. :D
Mam nadzieję, że na prawdę czytacie co piszę, bo nie lubię zdzierać klawiatury na marne. ;) Chociaż. Lubię pisać.
Trzymajcie się i nie panikujcie, że prezentów nie macie. U mnie w poniedziałek mikołajki, a ja nie mam pojęcia co kupić. A jutro wracam do domu i nie będę miała kiedy czegokolwiek nabyć. :D
Całuję ;*