Śliczne słonko świeci, a ja popylałam po mieście w różowym płaszczyku, w moich cudnych, niestety już zielonkawych włosach, z herbatnikiem od Tynki przypiętym do klapy płaszcza oraz torbą MCR. :D Olka kazała schować mi włosy, bo ludzie się gapili. Jedno zdanie. Oj tam, oj tam, o to chodzi. ;)
"Zuza" zrobiona z drutu miała być naszyjnikiem, jako że nie posiadam żadnego naszyjnika z moim imieniem. Jakoś tak nie chciało mi się robić łańcuszka, więc poszłam po najmniejszej linii oporu i doczepiłam zawieszkę. Dzisiaj przyczepię ją do telefonu. Niech no ją trochę pozużywam. ;)

Ums, ums, jutero wpada Olka, ale w piątek dodam za to moje modelinowe potworki. Muszę w końcu kupić i polepić coś jesiennego oraz zacząć szukać światełek choinkowych co bym mogła na okno je przywiesić.
Nie mogę się przekręcić, bo mnie boki bolą. Za intensywny wf. Ostatnio ćwiczyłam tak z pół roku temu. Za to bez problemu mogę uprawiać chodziarstwo. Moje tempo wracania do domu, gdy jestem głodna przebija wszystko. :P
Właśnie pożeram ryż z jabłkami. *.*
Całuję ;*