Wróciłam niedawno z wycieczki, że się tak wyrażę, po mieście. A konkretnie z kumpelą pojechałyśmy do jej przyszłej uczelni i zahaczyłyśmy o większość secondhandów w mieście. Zadziwiające jest to, że praktycznie nic sobie nie kupiłam. Cud! xD Pewnego rodzaju slow fashion widać dopadło i mnie. I lepiej dla mojego portfela. :D Zmęczona jestem nieziemsko, w dodatku pada deszcz (nareszcie!), więc resztę dnia spędzę z Pratchettem i jego "Trzema Wiedźmami". :D Doprawdy nie mam ochoty ani siły na biżuterię czy cokolwiek, bo też czuję nieco, że mnie coś rozkłada cichaczem.
Lubię nietoperze, ale jakoś Batmana nigdy nie mogłam polubić. Ot, kolo w nylonowych gatkach. Na szczęście to czy go lubię czy nie ani trochę nie wpłynęło na moje przyjęcie zamówienia, ani na stworzenie breloczka. Który nawiasem mówiąc jest zadziwiająco równy jak na mnie. xD Z samego nietoperka jestem dumna jeszcze bardziej niż z bazy i z pewnością tych zwierzątek naprodukuje sobie. W końcu idzie jesień, a one pasują do ponurej pogody. :D
Miałam zrobić DIY z okładkami na zeszyty, ale nie mam zeszytów. Ani książek. Ani nawet długopisu. W sumie nie szkodzi, zdążę kupić. xD Tylko wam DIY przepadnie, chociaż w necie w sumie masa tego.
Miłego dnia!
Całuję ;*