8 wrz 2014

Jaskółczym lotem

Czasem chce zniknąć. Wtopić się w tłum i niczym nie wyróżniać. Łapę doła, czuję się bezsilna i mam wrażenie, że wszystko czego chce spala się zanim wyciągnę po to ręce. A potem następuje przełom. Farbuję włosy na kolorowo, zakładam nausznicę i głośno się śmieje. Ten stan potrafię całkiem długo utrzymać, a potem załamanie wraca. W tej chwili jestem na etapie wychodzenia z doła i boję się, że zrobię coś szalonego, czego będę żałować. :X
Jaskółkę już raz pokazywałam, ale nie podobało mi się, że zrobiłam ją na rzemieniu, tak więc zmieniłam to na łańcuszek i dodałam jeszcze po jednym ogniwku, żeby się nie odwracała. Prosta biżuteria niekiedy wygląda ciekawiej od tej skomplikowanej. Osobiście choruję na minimalistyczną zawieszkę z kamieniem księżycowym. Niestety póki trzeba kupić podręczniki i pouzupełniać wpłaty na składki mogę pomarzyć o takim naszyjniku. :C


Ćwiczę silną wolę na opakowaniu toffifee. Postawiłam sobie wielkie opakowanie obok komputera i staram się nie otworzyć go. Bardzo mocno staram, bo mam koszmarną ochotę na coś słodkiego i w sumie to dzielą mnie sekundy od otwarcia opakowania i zażarcia wszystkiego. xD
Miłego popołudnia! 
Całuję ;*