4 sty 2015

Delikatnie przeźroczysta róża

Ach, ten cudowny moment, kiedy uświadamiasz sobie ile potrzebnego ci światła słonecznego zabierają firanki, a ty się temu przeciwstawiasz i zsuwasz je na bok. A potem zdziwienie, że nie trzeba świecić lamp już o dwunastej, bo w końcu coś widać. No, trzeba też dodać, że pojawiło się dzisiaj słońce, które zdeterminowało trochę tę jasność w pokoju. :3 Jakoś tak od razu lepiej się żyje, gdy promienie słońca przemykają po ścianie, a ty bez wychodzenia z domu możesz zagrzać sobie w nich twarz. :D Może nie mam jeszcze twórczego humoru, bo walczę z duszącym kaszlem, ale mam nadzieję, że im bliżej wiosny tym będzie lepiej. :)
Za trzy tygodnie koncert Gerarda. Bożebożeboże, jestem tak nakręcona, że zaraz wybuchnę. Dobrze, że już jechałam do Warszawy, nawet sama, więc podróżą się nie stresuję. Zakwaterowanie i dojście do klubu zorganizowała koleżanka, więc będzie dobrze. Tylko pozostaje modlić się o dobre miejsce blisko sceny i może o poznanie Banshee, jak i samego Gerarda. :3
Brak weny twórczej objawił się też w postaci jednolitości i ilości biżuterii. Mama nie była zadowolona jak zobaczyła, że wypiekam tylko trzy rzeczy. Kolejny i ostatni na ten czas pierścionek. Kocham tworzyć róże, one zawsze mi wychodzą. :D Zastanawiałam się czy nie przemianować bloga na różany, olać wszystko i tworzyć biżuterię wyłącznie z różanych motywów. Tak, to kuszące. Ale chwilowo pozostanę jeszcze Spaloną Artystką. :D




Nie wiedziałam, że znalezienie dobrej, barwiącej pomadki w delikatnym, różowym kolorze będzie tak hardkorowe. Już nawet zieloną znalazłam fajną. Chyba pozostanę przy bezbarwnym Carmexie. Bycie małą dziewczyną miało zdecydowane zalety. Nie wydawało się tyle pieniędzy, żeby wyglądać jak człowiek. :|
Dawno nieczytane książki, nadchodzę! :D
Miłego i spokojnego popołudnia. :3
Całuję ;*