18 sie 2014

Insygnia śmierci i łania w srebrze

Totalna beznadzieja. Dwa tygodnie sierpnia gdzieś mi uciekły i zapowiada się, że kolejne dwa też znikną. Wstaję rano, robię kawę, a potem - cyk! - i już się robi wieczór, siedzę na kompie albo czytam. Nie potrafię się zebrać, żeby cokolwiek zrobić. Kompletnie olałam wyzwanie rysownicze, przestałam ćwiczyć, a gdyby nie kot i moja kumpela nie wychodziłabym z domu. Mam ochotę walić głową w biurko dopóki coś mi się nie zachce. :C
Miałam jeszcze jedną potterowską zawieszkę w mojej skrzynce i jedną taką jeleniowato-łosiowato-łaniowatą. Aż się prosiło, żeby zrobić taki naszyjnik, w sam raz dla Potterhead. :D Ucięło mi się trochę za dużo łańcuszka. Nie przepadam jak naszyjnik jest na klatce piersiowej, wolę takie pod obojczykami lub nawet na nich. :)



Puszczę sobie jakąś inspirującą muzykę, usiądę nad pustą kartką i może wena spłynie na mnie w ostrych dźwiękach gitary. A jeśli nie to zrobię herbatę i oddam się odmóżdżaniu przy jakimś dobrym filmie. :D
Przerażają mnie ceny podręczników, że aż się zastanawiam czy nie olać ich kupowania. :3
Miłego dzionka. :D
Całuję ;*